O problemie

Problem generalnie bierze się z niedopasowania sposobu myślenia, odczuwania i przede wszystkim działania, do napotkanej sytuacji. Sytuacji, która wymaga rewizji poglądów, metod działania czy czasem najtrudniejszej – zmiany sposobu odczuwania. To jak odczuwa się daną sytuację jest zazwyczaj silnie związane z samooceną, postrzeganiem siebie i swoich możliwości, też np. tym w jakiej roli się stawia siebie w porównaniu do innych (inni mają prawo, a ja nie np.), jest też mocno to związane z wcześniejszymi przeżyciami emocjonalnymi, zwłaszcza tymi, które były silne i gdzieś tam w nas rezonują z sytuacją, którą napotkaliśmy.

Problem opiera się na poruszaniu się w znanych sobie strukturach i szukaniu w nich odpowiedzi, rozwiązań. Można to przyrównać do bycia zamkniętym w kuli i patrzeniu na siebie i swoją sytuację widząc tylko tą zamkniętą przestrzeń. Poruszanie się w znanych sobie strukturach sprawia, że człowiek napotyka na tą samą sytuację, zwłaszcza jeśli tyczy się ona dziedzin czy płaszczyzn w których pragniemy działać, bądź w których działanie jest dla nas konieczne – w kółko odtwarzając jej przebieg. Czasem jest to właśnie t.zw. walenie głową w mur, które nie przynosi efektu, albo przynosi ten efekt, po drodze będąc okupionym wielkim wysiłkiem, najczęściej psychicznym i emocjonalnym. Najprostszą chyba metodą, teoretycznie najłatwiejszą do zastosowania, by przekroczyć takie zamknięcie i struktury, jest medytacja.

Medytacja polegająca w praktyce na wyciszeniu się i obserwowaniu tego problemu i siebie, właśnie z poziomu tego wyciszenia. Różnica między przemyśliwaniem jakiegoś problemu w normalnym stanie świadomości, czujności, etc. a przemyśliwaniem go, czy bardziej obserwowaniem go w wyciszeniu, jest taka, że z poziomu poszukiwań logicznego, znanego sobie rozwiązania, czyli z poruszania się w znanych sobie strukturach i próbie znalezienia tam odpowiedzi – przechodzimy, dopuszczamy do siebie perspektywę, która przekracza poruszanie się w tym problemie. W medytacji, w wyciszeniu jesteśmy w stanie spojrzeć i na siebie i na tą zamkniętą kulę z boku, czy z wielu różnych perspektyw. Kiedy nie jesteśmy zamknięci w problemie, mamy szansę by zauważyć nieznane sobie wcześniej sposoby działania, nieznaną sobie wcześniej perspektywę, możemy też spojrzeć na siebie w nowy sposób, który przekracza np. poczucie bezradności wobec danego problemu. Możemy zauważyć że nasze odczuwanie niekoniecznie jest najbardziej adekwatne do tego co napotykamy, że np. tak, ta sytuacja budzi moją bezsilność, ale wcale nie musi jej budzić, jeśli zauważam, że są jakieś perspektywy i że wszystko czego próbowałem dotychczas to nie są jeszcze wszystkie możliwe metody. Czasem samo poczucie że są inne perspektywy, zanim je się w ogóle zauważy, już samo w sobie potrafi dawać energię do poszukiwania rozwiązań.

Innym sposobem, uważam że równie wartościowym, jest modlitwa. Modlitwa, ale nie polegająca na odbębnianiu religijnych tekstów i używaniu cudzych słów itd. a na wyrażeniu swojej potrzeby, wyrażeniu swojego pragnienia rozwiązania jakiegoś dylematu czy problemu – wyrażeniu go swoimi słowami, puszczając to jakby w eter. Taka prawdziwa modlitwa moim zdaniem polega na wyrażeniu swojej szczerej potrzeby i zawierzeniu że jest jakaś siła, która potrafi na tę szczerość odpowiedzieć. W praktyce, dla mnie modlitwa jest często narzędziem, które pobudza we mnie pozytywny proces zmian, pomaga mi właśnie dostrzegać rozwiązania czy patrzeć na moje problemy z innej perspektywy, co pozwala mi czasem przekroczyć status quo, zawieszenie i nadaje dynamiki mojemu działaniu w danym temacie. Wg. mnie modlitwa, w takiej formie gdzie wyraża się po prostu gdzieś w głębi siebie, swoją szczerą potrzebę zmiany, bez względu na wyznawaną ideologię czy światopogląd, który się przypisuje swojej modlitwie, może być zapalnikiem dla pozytywnego procesu w umyśle, w emocjach a koniec końców, też w życiu.

Czasem jest tak że siła tego zamknięcia w problemie jest na tyle duża, że albo nie udaje się w ogóle spojrzeć na tą “kulę” z zewnątrz, albo nawet gdy się to uda, to ta kula z powrotem wciąga w tą starą perspektywę. Tak się dzieje zazwyczaj przy silnej traumie, bądź traumach związanych z tematem, którego dotyczy problem, bądź przy silnych przyzwyczajeniach do jakiegoś sposobu postrzegania czy to siebie, czy sytuacji albo tematu. I to jest obszar gdzie zaczyna się t.zw. praca nad sobą, gdzie zaczyna się potrzeba terapii czy autoterapii, najczęściej polegających na konfrontacji z tymi traumami, poszukiwaniu i rozpoznawaniu źródeł swoich reakcji, jak i też rozwijaniu pozytywnego nastawienia do siebie, do życia, świata i do danego tematu, czy jakiegoś aspektu tego tematu który powoduje problem.
Czasem jest tak, że zanim uda się znaleźć rozwiązanie, zanim dotrze się do punktu gdzie medytacja “działa”, potrzeba się skonfrontować z wieloma problemami swojego wnętrza, zrozumieć m.in. swoje potrzeby emocjonalne, które bardzo często kryją się w tych problemach, nauczyć się żyć ze samym sobą za pan brat. Czasem w ten sposób kręcąc się trochę w kółko – w sensie tego, że problemu jeszcze nie udaje się uzdrowić – zbieramy siłę, wiarę w siebie, w swoje możliwości, czasem nie widząc jeszcze wyjścia ani rozwiązania, a chwytając się po prostu kawałka sznurka, który jest pod ręką i wciągając się po nim, zaczynamy budować jej na tyle dużo w sobie – by móc przekroczyć ten problem i zamknięcie.

Advertisements