Wewnętrzne dziecko i wewnętrzne osobowości

Kilka lat temu, nie mogąc przekroczyć pewnych obciążeń i emocji które się we pojawiały, a które związane były z odrzucaniem siebie, kłopotem w pokochaniu siebie, zacząłem pracować ze sobą w nieco inny sposób. Zacząłem rozmawiać ze sobą, z tymi kawałkami siebie, co do których dostrzegłem, że żyją swoim życiem we mnie. Zacząłem je traktować jak żywe, czujące istoty, bo zauważyłem że emocje, traumy które się pojawiały, stworzyły we mnie odmienne wersje mnie, z których każda od czasu do czasu, ujawniała swoje intencje, lęki, opory. W psychologii mieni się to terminem subosobowości, bądź podosobowości. Zacząłem więc pracować z nimi, tam gdzie czułem że jestem odcięty, że nie mogę nawiązać bezpośredniego kontaktu ze swoją emocją. Postawiłem sobie pełną akceptacją i wsparcie wobec siebie a także rozwijanie miłości do siebie, na pierwszym miejscu w kontakcie z nimi 🙂 No i jestem zadowolony z efektu.
Co je stwarza? Oceny – cudze bądź własne, traumy, konflikty wewnętrzne, zakłamywanie siebie, odcinanie się od siebie i swoich emocji, pewnie parę innych rzeczy.

Jeśli np. oceniamy siebie, “durny ty, durny!”, to nie kierujemy tego do samych siebie, tylko chcemy stworzyć podział między sobą oceniającym, a sobą którego chcemy ocenić, na którym chcemy się wyżyć bądź wymusić reakcję. I w takim momencie, rzeczywiście tworzymy drugiego siebie, małego siebie w sobie. W przyszłości ten mały ja reaguje podobnie, jak zareagował gdy go potraktowaliśmy negatywną oceną, np. reaguje poczuciem odrzucenia, poczuciem niższości, negatywnym wyobrażeniem o samym sobie. Gdy jesteśmy na etapie, gdzie pozbyliśmy się już (co najmniej ze świadomego poziomu) negatywnej oceny na swój temat, to nadal może być w nas ten mały ja którego stworzyliśmy, którego w momencie tamtych ocen odrzuciliśmy. Dlatego potrzebujemy podejść nie tylko do świadomego siebie (z którym się utożsamiamy) z miłością, bez negatywnych ocen, ale też zacząć podchodzić z miłością do tej małej (czy dużej) istotki w sobie. Tak jak odkłamaliśmy się ze świadomego poziomu, potrzebujemy zwracać się z miłością, pomóc się dźwignąć, swojemu małemu ja. Zwracać się do siebie, do swojego wnętrza (gdy już nawiążemy z nim kontakt, zauważymy że jest w nas część od nad oddzielona), w formie ty, przekonując siebie, czasem przepraszając, z miłością wobec tej istotki, o kochaniu jej, o tym że jest mądra, wartościowa, że nie ma się czego bać, że chcemy dla niej jak najlepiej (gdy rzeczywiście chcemy), w ten sposó pozwalamy sobie zbliżyć się z tą częścią siebie, nawiązać kontakt, przytulić, pozwolić sobie wzajemnie zaufać.
Poza osobowością zastraszaną w takim przypadku, istnieje też zwykle ta oceniająca z którą potrzeba pracować oddzielnie, poznając jej intencje i powody zachowań i ocen. Często okazuje się że przyczyną ocen jest poczucie niegodności na bazie porównywania się z innymi, cudze opinie na nasz temat, czy różne interpretacje swoich doświadczeń.. Trzeba również pomóc dźwignąć się temu “ja” bo ono również potrzebuje najczęściej naszej (swojej ; ) pomocy.

Daje to wrażenie podziału, ale podział tak naprawdę pojawił się wcześniej, więc potrzeba czasem popracować na poziomie właśnie samego podziału – bo gdy robi się to z nieuwarunkowaną miłością wobec tej oddzielonej części w nas, to następuje zbliżenie, a z czasem integracja osobowości. Nie ma już wtedy naszego ja, nie ma tego małego ja, jest nowa istota, nowa osobowość która pojawiła się w wyniku pokochania siebie i oddzielonej części siebie. Taka forma pracy ze sobą jest czasem niezbędna (ja w każdym razie jej z powodzeniem używam), zwłaszcza w sytuacjach gdy sami formowaliśmy i wyrażaliśmy negatywne oceny i opinie względem siebie. Po prostu podział istnieje, bo nie akceptujemy tej części siebie którą odrzuciliśmy i póki jej nie zaakceptujemy, nie uznamy jej istnienia i nie podejdziemy do niej z miłością, to ona żyje sobie swoim życiem, a my żyjemy w stanie mniej lub bardziej utajonego podziału.

Praca z wewnętrznym dzieckiem czy z wewnętrzymi osobowościami, to właśnie praca na poziomie podziału, zmniejszanie go, poprzez zbliżanie się do tych części nas, które są od nas oddzielone. Nasze wewnętrzne dziecko, to najczęściej najbardziej wrażliwa część nas – która każde nasze zachowanie wobec siebie, przyjmuje z całkowicie otwartym sercem, bez oceniania, więc jest też najbardziej podatne na zranienia. Z tego względu do swojego wewnętrznego dziecka, podchodzimy wyłącznie z miłością, bezwarunkowością, akceptacją 🙂 Jeśli chcemy z nim pracować warto mieć tego świadomość i nie serwować mu wybuchów czy negatywnych ocen. Z tymi rzeczami potrzebujemy popracować oddzielnie i uzdrowić je, zanim podejdziemy do pracy z wewnętrznym dzieckiem. Jeśli w trakcie pracy z wewnętrznym dzieckiem pojawia się bunt, w reakcji na to co widzimy w sobie, to przeskakujemy do pracy z tym buntem, uzdrawiamy go, aż zaakceptujemy to co w sobie zobaczyliśmy i możemy wracać do dalszej pracy z Wewn.D. W ten sposób przebieg pracy jest bezpieczny i nie powoduje rozwijania dalszych skrzywdzeń. Potrzeba do tego dojrzeć 🙂

Gdy rozwijamy pozytywne odczucia względem swojego wewnętrznego dziecka, gdy traktujemy je wyłącznie z miłością, akceptacją, życzeniami szczęścia, radości, zabawy, z czasem okazuje się, że nawet jeśli mieliśmy problem z traktowaniem siebie w ten sposób, to przyzwyczajamy się do niego i okazujemy miłość nie tylko swojemu wewnętrznemu dziecku, ale też sobie, z którym się utożsamiamy. Zaczynamy się utożsamiać, z byciem kochanym, chcianym, akceptowanym i to bezwarunkowo. Zaczynamy się utożsamiać z tym, że naprawdę zasługujemy na wszystko co dobre i fajne, że to naturalna część naszego życia. Wtedy znika wewnętrzne dziecko, znika nasze ja, a pojawia się poczucie bycia we właściwym miejscu, akceptacja i miłe i przyjemne odczucia związane z sobą i z życiem.

Dodatkową zaletą jest to, że tą drogą, w pewien sposób będąc spełnieni pod względem bycia bezwarunkowo kochanymi, cudze próby atakowania nas, odrzucania przepływają obok bo w środku czujemy miłość wobec siebie i jesteśmy jej świadomi. Czucie tej miłości staje się “naczelną” zasadą, czymś co zawsze stawiamy uczuciami na pierwszym miejscu, ponad cudze starania, intencje, by nas z niej wytrącić.

Myślę że taki sposób pracy ze sobą, gdy traktujemy siebie nie tylko jako “ja” ale też jako “ty” może stać się dobrym uzupełnieniem tam, gdzie kontakt ze sobą jest przecięty, gdzie jest wewnętrzne podzielenie i spory trud w nawiązaniu kontaktu ze swoimi emocjami 🙂 Mi osobiście udało się przeskoczyć bardzo nieprzyjemne rzeczy, które ciągnęły się za mną od wczesnego dzieciństwa i których nie potrafiłem uzdrowić w inny sposób. Nie zastępuje to nawiązywania kontaktu ze swoimi emocjami i pozwalania sobie czuć swoje emocje, ale przy odpowiednim podejściu, pomaga również temu.

Advertisements

Jedność sztuczna i jedność naturalna

Temat jedności duchowej, braterstwa, czy nawet jedności w rodzinie, bliskości, często wywołuje pomieszanie czy pewne niejasności. Wiele osób powołuje się na jedność czy chęć jej realizowania, rozwijania czy utrzymywania, ale różnie to wychodzi 🙂 Mamy też dlatego np. patriotyzm i taki gdzie chcemy zwalczać wyimaginowanych wrogów i taki w którym rozwijamy wzajemne wsparcie w naszej lokalnej społeczności.

 

Chcę powiedzieć o dwóch rodzajach jedności i tym w jaki sposób je się realizuje.

 

Pierwszy to jedność tworzona z naszej woli i dla jej realizowania. Przykładem takiej jedności jest np. Państwo, instytucje, ale też różne relacje w tym rodzina. Osoba która ma świadomość swoich intencji, czy pamięć poprzednich żyć, może zauważyć na czym opierają się jej relacje rodzinne, co ją wiąże z jego rodziną. Gdy ma do tego jeszcze świadomość swojej natury, swoich czystych, boskich cech, może też dojrzeć na ile jego relacje są uwarunkowane i przez co uwarunkowane. Rodzina (nie każda), czy podkreślanie wartości i ważności rodziny jest przykładem tego, jak kilka osób (duchowo niezależnych) stara się stworzyć bliskie więzi międzyludzkie bez względu na bliskość duchową bądź jej brak. Wszystko się ładnie układa gdy te osoby są sobie rzeczywiście bliskie, mają wspólne spojrzenie na życie, akceptują siebie i bezwarunkowo kochają. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy osoby ze sobą nie harmonizujące, starają się tworzyć jedność w postaci rodziny – wtedy jedynym sposobem okazuje się wywieranie presji na poszczególnych członków (mało to osób uraczyło t.zw. presji rodzinnej?) by utrzymywać spójność rodziny i sztuczną, tworzoną jedność. Jeśli jedność jest naturalna to nie trzeba jej wymuszać, bo gdy jest wola dwojga, trojga lub więcej osób, gdy jest ich przyzwolenie na to by było miło i przyjemnie, to wszystko dzieje się samo.

 

Prawdziwych, czystych więzi nie trzeba tworzyć, nie trzeba się o nie starać, bo jeśli one są czyste i prawdziwe to pojawią się i tak, gdy dwoje osób działa w zgodzie ze swoją niezakłamaną naturą i jest przyzwolenie obojga osób na miłą, przyjemną relację 🙂

O bliskie relacje warto dbać, bez wymuszania ich, a zatapiając się w błogości i radości z nich płynących.

Harmonia tworzona, też ma oczywiście pewne pozytywne zastosowania, w społeczeństwie, pracy itp. Jest to tak naprawdę wtedy, opieranie się na wzajemnych umowach, ustaleniach, czy zasadach. Oczywiście najlepiej, gdy opierają się one na wzajemnym szacunku, akceptacji i wzajemnym wspieraniu siebie i swoich interesów. Może mieć ona również zastosowanie w związkach czy rodzinie, ale podstawą zawsze powinna (wg. mnie ale co kto lubi) naturalna bliskość, wynikająca z prawdziwej harmonii i jedności. Można tworzyć państwo, systemy, które służą ich uczestnikom, miast ich niewolić i ograniczać:)

 

Jedność prawdziwa – istnienie takiej jedności stanowi niejako nawiązanie do mojego poprzedniego wpisu, dot. ciał duchowych. Dzieje się tak dlatego że prawdziwa jedność istnieje właśnie na poziomie tych ciał 🙂 Gdy człowiek odkrywa to co w nim było zawsze, nie to na jakiego siebie się kreował – zaczyna zauważać swoje naturalne cechy, swoją naturalną osobowość. Nie musi wkładać wysiłku w utrzymywanie swojej maski, nie musi starać się, by żyć w harmonii z innymi na poziomie tej maski. Wtedy gdy człowiek jest sobą, żyje w zgodzie ze swoją naturą, którą odkrył pod wszystkimi maskami, jest w stanie doświadczać poczucia jedności z innymi, realnej jedności. Wtedy nie jest to staranie się, dążenie do tworzenia jedności, jedność nie jest wtedy tworzona, jedność pojawia się naturalnie, bo wypływa z tego, że człowiek będący świadomym tego, jakim jest naprawdę, spotyka innych którzy też są świadomi tego, jakimi są naprawdę.

 

Człowiek będący świadomy swojej natury, który nie czuje bliskości, chemii, nadawania na podobnych falach z drugą osobą, nie będzie się starał tworzyć z nią relacji, tylko akceptuje, że są oni różni i że jest to właściwe. Życie przychodzi do nas w różnych kolorach, inni ludzie też:) Ktoś może być tym samym kolorem co my, a ktoś może być innym i to jest właściwe:) Taka osoba może znaleźć kogoś, swojego koloru i harmonizować z nim tak, jak ktoś z kim sami harmonizujemy, mimo że my mamy kolor fioletowy, a oni np. czerwony. Wynika to z tego że życie, również duchowe, jest bardzo bogate i nawet jeśli wszyscy jesteśmy równie wartościowymi, bezcennymi cząstkami życia i istnienia, to pozostajemy różnorodni 🙂 Wynika to z jednej z cech – unikalności naszego istnienia. Naszych unikalnych cech, unikalnych wibracji. I jest to jeden, choć nie jedyny, z istniejących przejawów jedności i harmonii prawdziwej (niezależnej od czegokolwiek). Harmonia na poziomie unikalności. Ta harmonia jest bardzo przyjemna, bo zawsze miło spotkać kogoś, z kim czujemy się jakbyśmy patrzeli w lustro, nawet jeśli ta osoba nie jest taka sama, ale równie bliska jak to odbicie 🙂 Jest to rezonans dusz, rezonans na poziomie naszej unikalności. Nazywane to jest bliźniaczym płomieniem, bratnią duszą, czy idealną połówką (albo ćwiartką czy więcej, bo czemu tylko dwoje miałoby istnieć?:) ). Jest to bardzo piękne i naturalne odczucie.

 

Istnieje też harmonia, przekraczająca naszą unikalność, która też jest harmonią prawdziwą. Tak jak nie z każdym harmonizujemy na poziomie naszej unikalności, tak z każdym, potencjalnie, harmonizujemy na poziomie naszej boskiej, bezgranicznej natury. Tak jak jesteśmy różnorodnymi i unikalnymi kroplami w wielkim oceanie, tak każdy z nas, jest tą bliską sobie kropelką która jest nieodłączną częścią wielkiego oceanu:) Tu harmonia i jedność, zachodzi na poziomie boskich cech, cech nie naszej unikalności a na poziomie tego cech tego oceanu. Tu harmonia pojawia się na poziomie bezwarunkowego szczęścia, bezwarunkowej miłości, radości, idealnej jedności, dogrania. Na poziomie doskonałej mądrości, świadomości prawdy, mocy. Tu pojawiają się te wszystkie przebłyski, intuicja, choć jesteśmy tu indywidualnościami, jesteśmy też jednością. Czy harmonia boska (na poziomie oceanu) jest wyższa niż harmonia na poziomie unikalności? Osobiście na ten moment nie sądze, wiem że obie są realne, obie są naturalne i wspierają siebie nawzajem. Będąc z osobą bliską nam duchowo, wzrastamy, również na poziomie świadomości oceanu, bycia jednością ze wszystkimi istotami duchowymi.

 

Chcąc budować swoje życie, uczestnicząc w tym świecie, w społeczeństwie, warto odwoływać się do obu rodzajów jedności. Budować bliskie relacje w oparciu o jedności i harmonie prawdziwe, budować swoje życie w społeczeństwie, pracę, instytucje, inspirując się harmonią i jednością prawdziwą, odwołując się do niej tworzyć zasady, umowy, które wspierają życiowo i duchowo tak nas, jak i nasze otoczenie. Wtedy samemu żyje się miło i przyjemnie a przy okazji pomaga innym, by też otworzyli się na takie życie 🙂

Ciała duchowe i ciała zwykłe.

Chciałbym tu opisać swoje spojrzenie na t.zw. “ciała duchowe”, na to jakie są między nimi zależności i co się z nimi dzieje w procesie rozwoju duchowego. Jest 7 ciał “głównych” które mają pewne zauważalne różnice między sobą, w swoich funkcjach i przejawianiu się, 4 ciała zwykłe i 3 ciała duchowe.

 

4 ciała zwykłe, które można nazwać nieduchowymi, bądź ciałami niższymi (choć to ostatnie może być nieco nieadekwatne). Z nich korzysta każdy człowiek na co dzień, a nie rozwijając się duchowo, opiera swoje życie na funkcjonowaniu tylko tych ciał.

 

Ciało fizyczne – nasze poczciwe ciałko 🙂 W skrócie ciało fizyczne jest biologiczną maszyną. Jako że będąc w materii nasza świadomość jest powiązana z ciałem warto o nie dbać, zarówno o sprawność jak i zdrowie. Materialne ciało może stać się źródłem cierpienia i problemów na ścieżce rozwoju duchowego lub może stać się wspaniałym narzędziem realizacji rozwoju duchowego 🙂 Wszystko zależnie od tego jak do niego podchodzimy.

 

Ciało witalne/eteryczne – ciało energii życiowej, witalności, jeśli na poziomie tego ciała jest problem, wywołuje to ogólne osłabienie również na poziomie innych ciał. Ciało witalne jest dość ściśle powiązane z ciałem fizycznym, tak więc uszkodzenia tam, wpływają na uszkodzenia tu. Z drugiej strony – naprawianie tutaj, wspiera naprawianie na poziomie fizycznym.

 

Ciało emocjonalne/astralne – na tym poziomie pojawiają się wyuczone emocje, reakcje emocjonalne, pragnienia, niechęci, są tu też wyobrażenia. Znajdują się tu uczucia uwarunkowane, części struktury naszej osobowości, tu przejawia się pamięć emocjonalna.

 

Ciało mentalne – ciało w którym krąża myśli, jest analiza, wnioskowanie, opieranie się na zgromadzonym doświadczeniu. Na tym poziomie jest nasz wewnętrzny komputer 🙂 Tu zachodzi też (wespół z ciałem astralnym) programowanie swojej podświadomości.

 

Są też ciała wyższe czy jak kto woli, ciała duchowe. Są one powiązane z naszą duchową naturą i ich rozwinięcie związane jest z poszerzaniem świadomości. Procesy medytacyjne, modlitwy, kontemplacje boskich cech urzeczywistnienia, zachodzą na tym poziomie.

 

Ciało przyczynowe – ciało czystej idei, przebłysków świadomości, genialności. Z nim wiąże się też zdolność widzenia siebie i świata, takim jakim jest, bez oceniania bez negatywnych skojarzeń, pragnień, awersji wobec tego co się widzi. Gdy w rozwoju duchowym, w medytacji pojawia się nagły przebłysk, nagłe pogłębienie zrozumienia czy pełne zrozumienie jakiegoś tematu to oznacza najpewniej że weszliśmy w kontakt ze swoim ciałem przyczynowym w postrzeganiu tego tematu. Wszystko nagle się odkręca, to co sprawiało problem staje się jasne.

 

Ciało buddyczne – ciało czystych, nieuwarunkowanych uczuć. Na tym poziomie uczucia nie mają formy, nie rodzą napięcia, emanują na nas i nasze otoczenie. Jest tu samo światło (odczucie światła, jasności) i nieuwarunkowane uczucia z niego płynące. Gdy to ciało jest rozwinięte, świadomość tego ciała jest rozwinięta, zmniejsza się i zanika podatność na negatywne odczucia, zachłanność na niskie emocje, pojawia się harmonia, spokój, radość, głębokie poczucie szczęścia i nieuwarunkowanej miłości.

 

Ciało atmiczne – ciało atmiczne można określić jako “nieśmiertelne ciało eteryczno-fizyczne”. Wygląda ono jak ciało fizyczne i przejawia się w świecie fizycznym, z tym że (w materialnym świecie) bardziej przypomina hologram, można je zobaczyć, można poczuć, dotknąć nawet, ale nie można na nie wpłynąć 🙂 Ono jest obiektem przejawiającym się w świecie fizycznym, ale nie jest jego częścią.

 

Te trzy ciała można nazwać “cząstką Boga w nas”. One łączą się bezwarunkowością, “oceanem” i wieczną, pełną harmonią. Na tym poziomie istnieje zawsze porozumienie między ludźmi, bo nie ma sprzecznych interesów i wszystko jest częścią całości, w której wszystko ma właściwe miejsce i czas.

 

Można powiedzieć że ciało atmiczne jest urzeczywistnionym duchowo odpowiednikiem ciała fizycznego i witalnego, ciało buddyczne (buddhialne) ciała emocjonalnego a ciało przyczynowe, ciała mentalnego. Ciała wyższe są częścią świata niematerialnego, nie posiadającego formy. Przykładowo, ciała witalne, astralne i mentalne też są niematerialne, ale wszystkie są niematerialnymi formami – są one tworami, strukturami, są też co się z tym wiąże, zniszczalne. Zasadniczo ciała wyższe można nazwać formami ale działają one na nieco innej zasadzie. Można powiedzieć, że są one jak drzewo które wzrasta, bo ma wszystko co zapewnione do swobodnego wzrostu. Ich istnienie jest naturalną konsekwencją istnienia bezforemnej rzeczywistości, są one jej wyrazem. One urosną zawsze i nigdy nikt nie będzie mógł ich naruszyć ani ściąć 🙂 One nigdy nie zostały stworzone (choć zawsze było to nasionko ;), nie mają struktury istniejącej poza rzeczywistością bez formy, więc nie da się ich zniszczyć, nie da się nawet na nie wpłynąć, choć można pozwolić się im rozwinąć (świadomości na ich poziomie).

Rzeczywistość ciał zwykłych/niższych (albo jak ktoś woli, jak ja:) – nieduchowych) jest rzeczywistością względną (ta szeroko opisywana jako Maya, iluzja, ułuda), a rzeczywistość ciał wyższych(ciał duchowych) rzeczywistością bezwzględną. Wszelkie kombinacje, machinacje, filozofie są na poziomie rzeczywistości ciał zwykłych, rzeczywistości względnej. Na poziomie rzeczywistości bezwzględnej, jest jasność, świadomość, doświadczenie chwili obecnej, bez oceniania.

Gdy rozwija się świadomość swoich ciał wyższych, wtedy ciała niższe stają się narzędziem a przestają być więzieniem 🙂 Rzeczywistość względna przestaje być ograniczeniem bo działanie w niej jest w pełni zależne od świadomej woli.

 

Zasadniczo te trzy ciała wyższe nigdy nie doświadczają zwrotów, to co raz zostało uświadomione i urzeczywistnione, zostaje na zawsze. Jednak gdy mocno opieramy się temu, można się zakłamać, tworząc sobie dziesiątki nakładek, manipulując sobą do tego stopnia by o tym zapomnieć, wyprzeć to. Ale nawet jeśli to wyprzemy, to to całe urzeczywistnienie które już wcześniej zrealizowaliśmy, może łatwo się przebić gdy uwalniamy się od zakłamanie które je przykryło 🙂 W przypadku wielu osób tak jest, że wypracowując pewne czyste, boskie cechy, wyparli się oni ich i zanim zaczną je głębiej rozwijać, muszą najpierw odgruzować swój umysł, przeszłość i świadomość, by dotrzeć do etapu na którym już byli. To wiąże się ze zmianą intencji, zrozumieniem do czego prowadziło i doprowadza zapieranie się tych cech świadomości, odpuszczeniem czasem dumy i zacietrzewienia w trwaniu przy swoim postanowieniu. Przyznania się przed samym sobą do pomyłki, do niewłaściwego wyboru, że to nie to o co chodziło, że tak naprawdę to te cechy były tym co dawało szczęście, spełnienie i sprawiało że czuło się zgodę ze sobą i spokój.

 

Rozwój świadomości, przenoszenie świadomości na poziom swoich ciał wyższych-duchowych, tworzy harmonię pomiędzy wszystkimi ciałami i sprawia że są one źródłem niczym nieskrępowanego poczucia szczęścia, mądrości, mocy i miłości 🙂 Ciała niższe przestają być kotłowaniną myśli, emocji i problemów zdrowotnych, przestają być “niższymi” a stają się wyrazem urzeczywistnienia duchowej natury.